Partner serwisu
Serwis partnerski

Nowe Volvo
V90 Cross Country.

Charakter odkrywcy.

Sportowe pasje biznesmenów

Kiedyś preferowali golfa, dziś wolą triathlon, downhill albo jazdę off road. Poznaj sportowe pasje biznesmenów, którzy odnieśli sukces w interesach, a teraz polują na adrenalinę w czasie weekendów.
Sportowe pasje biznesmenów

Koncepcja temperamentu według Marvina Zuckermana zakłada, że ludzie, którzy mają umiarkowaną potrzebę doznań preferują pracę spokojną, np. bibliotekarza. A osoby poszukujące silnych doznań zostają …biznesmenami. I  bardzo dobrze się czują w starciu z innymi ludźmi, w konfliktach, ruchu. To ich nakręca.

Ale co zrobić z głodem symulacji, który pojawia się w piątkowy wieczór, już po pracy? Oto kilka niezwykłych sportów ekstermalnych dla ludzi, którzy mają silną potrzebę doznań.

Heliskiing: skocz z radzieckiego śmigłowca

 


Jan Sokolik, na co dzień menedżer w agencji PR Kwadrat, a w wolnym czasie fanatyk sportów ekstremalnych, zachwala heliskiing - narciarskie zjazdy ze stoków poza wyznaczonymi trasami, na które takich jak on kozaków wynoszą śmigłowce. Swoich sił próbował m.in. w Alpach i Skandynawii. Większym wyzwaniem są jednak dla niego góry w byłych republikach sowieckich, na czele z Gruzją i Kirgistanem. Z powodu mniejsze liczby obostrzeń i spartańskich warunków latanie tam daje więcej funu. Już sam transport starym radzieckim helikopterem dostarcza trudnego do opisania dreszczyku emocji.

Na pytanie, czy warto ryzykować, Sokolik odpowiada cytatem z Antoina de Saint-Exupery’ego:  „Nie kocham niebezpieczeństwa. Wiem, co kocham. Życie”. Zapewnia, że istotą jego ukochanym heliskiingu wcale nie jest ryzyko. Ale żeby doznać czegoś magicznego, uskrzydlającego, wyjątkowego, co sprawia, że warto żyć.

Spływy górskie: poczuj się jak w wirówce

 

 

Dziewicze lasy i najpiękniejsze kaniony świata umożliwiają człowiekowi obcowanie z tym co pierwotne i wlewają w jego serce spokój. Chyba że podziwianie przyrody łączy ze spływem rzeką o piątej klasie trudności, czyli tylko dla ekspertów. Aby podwyższyć sobie podwyżkę, niektórzy wiosłują samymi rękami. Takie wyzwania pozwalają poczuć się jak w wirującej pralce. Największy chwat ma chwile paniki, bo w każdej chwili jego kajak lub nadmuchana łódź (rafting) może uderzyć w skałę.

Doskonale wie o tym Doug Ammons, szanowany przedsiębiorca, filozof i posiadacz tytułów naukowych z matematyki, fizyki i psychologii – magazyn „Outside” umieścił go na liście największych poszukiwaczy skrajnych doznań,  których „osiągnięcia na trwałe zmieniły oblicze przygody”. Ammons zajął w rankingu wysokie, siódme miejsce, co świadczy o tym, że łączy racjonalne podejście człowieka sukcesu z osobowością kaskadera i samobójcy. Tych, którzy chcą pójść w jego ślady, zaprasza w dzikie góry Kolumbii Brytyjskiej (prowincja Kanady), na spotkanie z jednym z ostatnich tajemnic – wielkiego kanionu rzeki Stikine. Prawie 100 km rwącej rzeki, 25 zwalających z nóg bystrzy, monstrualne progi – to nie koniec „atrakcji”. Czasami trzeba też uciekać przed niedźwiedziem grizzly.

Downhill: zapomnij o hamulcach

 

 

Kanada kusi również miłośników downhillu – to rowerzyści, którzy nad przejażdżki leśną drogą lub po asfalcie przedkładają zjazdy na łeb na szyję po stromych, naturalnych stokach. Około 125 km na północ od Vancouver znajduje się Whistler Bike Park, który każdego lata odwiedza średnio 100 tys. entuzjastów dwóch kółek z całego świata. Mają do dyspozycji  50 tras o łącznej długości 200 km i czterech poziomach trudności – dla amatorów, średnio zaawansowanych, zaawansowanych i ekspertów. Stoki dla największych ryzykantów są wąskie, kamieniste, poprzecinane wystającymi korzeniami i uskokami o różnej wysokości.

 

 

Downhill nazywany jest Formułą 1 dla kolarzy. Ta najbardziej ekstremalna odmiana kolarstwa górskiego cieszy się dużą popularnością w USA, Wielkiej Brytanii i Australii. W Polsce boom na tę dyscyplinę dopiero się zaczyna – tory i trasy powstają nawet na małych pagórkach w Bydgoszczy i Bytomiu, ale żeby zafundować sobie przyspieszone bicie serca, lepiej ruszyć w wysokie góry. Za najlepsze „miejscówki” uchodzą Wisła (Stożek) i Szczyrk (Skrzyczne). Ważnym punktem na mapie polskiego downhillu  jest także Szklarska Poręba.

Jevator: zrób na plaży podniebny show

 


 

Kto lubi połączenie adrenaliny ze sportami wodnymi, powinien rozważyć zakup odrzutowej maszyny nazywanej trycyklem lub – z angielska –  jevatorem. Cena wynosi około 10 tys. dolarów. Hałaśliwy wehikuł pozwala wznieść się na wysokość 12 m, zanurkować na głębokość 3 m i poruszać się z prędkością 40 km/h. Użytkownicy sprzętu twierdzą, że gwarantuje on wrażenia zbliżone do tych, które towarzyszą jeździe na motorze.

Jedyna wada tego oryginalnego wynalazku to napęd – pojazd jest rodzajem flyboardu, czyli nie ma własnego silnika. Nie obejdzie się bez skutera wodnego tłoczącego wodę przez 15-metrowy wąż podpięty do jevatora. Zawodnik utrzymuje się w powietrzu na słupie wody z dyszy głównej, a urządzeniem steruje za pomocą dwóch dysz pomocniczych. Ogromną zaletą jest łatwość obsługi – wystarczy godzina, by się nauczyć trycyklem latać, choć potrzeba wielu tygodni, aby stać się np. mistrzem w robieniu beczek.

Off road: dodaj gazu na grzęzawiskach

 


 

Odpowiedzią na dziecięce marzenia o podróży przez dzikie, nieznane tereny jest off road, czyli rajdy po bezdrożach.  Najlepiej w wypasionych, klimatyzowanych wozach. Najtwardsi, by zaspokoić wewnętrzne tęsknoty, ścigają się na drogach Dakaru. Nie mniejsze emocje wśród posiadaczy podrasowanych wyczynowych terenówek wzbudza jednak Ładoga Trophy – na starcie ubiegłorocznej, 20. edycji imprezy stanęło 240 maszyn, w tym dwie z polskimi rejestracjami. Długa i wyczerpująca trasa, jak co roku, wiodła przez ostępy północnej Rosji. Za największe wyzwanie rajdowcy uznali pokonanie „pływających łąk„, czyli połaci traw, roślin i drzew rosnących na kilkunastocentymetrowej warstwie ziemi. Pod niewinnie wyglądającą zielenią czaiło się niebezpieczeństwo – głęboka woda.

Zawodnicy w dziewięć dni mieli pokonać prawie 1200 km. Ogromnym sukcesem było samo dotarcie do mety. Ale nawet ci, którym to się nie udało, byli szczęśliwi z powodu udziału w zawodach. Bo nie zabrakło przyjaznej atmosfery na campach i masy niezapomnianych emocji, doświadczeń i przeżyć. A czy nie o to głównie chodzi w sportach ekstremalnych?