Partner serwisu
Serwis partnerski

Nowe Volvo
V90 Cross Country.

Charakter odkrywcy.

"Ludzie lubią ludzi z pasją" - czyli jak skutecznie łączyć pasję z biznesem.

Już blisko połowa Polaków wskazuje rower jako najbardziej popularną formę aktywności fizycznej. Rynek kolarski rozwija się w zawrotnym tempie, w większości dzięki pasjonatom, którzy miłość do dwóch kółek starają się łączyć z biznesem. Czy jest to w ogóle możliwe? Odpowiada Robert Warmbier, partner w firmie Veloart. To wyjątkowe miejsce na kolarskiej mapie Polski. Pasję wyczuwa się tu na każdym kroku.

Czy da się skutecznie połączyć pasję z biznesem?

Dawno temu usłyszałem stwierdzenie: „jeśli lubisz piec chleb, nie powinieneś od razu zakładać piekarni”. Zakładając swój biznes, zajmujesz się setką rzeczy: umowami, zamówieniami, opłatami, podatkami i tak dalej, a nie tym, co kochasz najbardziej. Ale nasz przykład pokazuje, że da się to połączyć. Veloart powstało w stu procentach z miłości do rowerów. Grzegorz Dziadowiec, który przez lata współtworzył reprezentację Polski w kolarstwie górskim, od początku stawiał na unikatowość, nowinki z kolarskiego świata, a przy tym na najwyższą jakość i zadowolenie klientów. W firmie pracują wyłącznie osoby zafascynowane kolarstwem, aktywnie trenujące i ścigające się. Cyferki były na dalszym planie.

Teraz zaczęły mieć znaczenie?

To miejsce cały czas jest przesiąknięte pasją, tego nie da się opisać w procedurze czy udawać. Czuć to w rozmowie z każdym z naszych pracowników. Oni naprawdę żyją kolarstwem. Poza tym Veloart to nie zwykły sklep, do którego wpadasz po konkretną rzecz i tyle. To miejsce spotkań, wspólnego kibicowania, ale też skupiające perfekcjonistów w swojej dziedzinie. Nie boję się użyć stwierdzenia, że pracują tu najlepsi specjaliści w Polsce. Z naszych usług korzystają zarówno osoby rozpoczynające przygodę z kolarstwem, ścigający się amatorzy, jak i nierzadko czołówka światowego peletonu: Michał Kwiatkowski, Michał Gołaś, Łukasz Wiśniowski, Tomek Marczyński czy Maja Włoszczowska. Ale faktycznie, dołączyłem do zespołu jako człowiek, który musi pilnować kosztów, marż i wszystkiego, co związane z finansami. Wcześniej pracowałem m.in. w firmie doradczej i bankowości. Następnie współtworzyłem jeden z pierwszych i największy w Polsce sklep internetowy z winami: od momentu tworzenia koncepcji, poprzez jego uruchomienie, aż do chwili, gdy Winezja.pl znalazła się w pierwszej dziesiątce najwyżej ocenianych sklepów w sieci. Dzisiaj wykorzystuję zdobyte doświadczenie w zakresie doradztwa, finansów, obsługi klienta i rynku e-commerce. W Veloart jestem więc tym, który czasem musi powiedzieć „nie”. Jasne, też kocham rowery, ale w biznesie jestem do bólu racjonalny.

Skoro kochasz rowery, to praca w takim miejscu musi być przyjemnością?

Szczerze mówiąc nie czuję, że chodzę do pracy. Jeśli wstajesz rano i myślisz „znów czeka mnie nudny dzień w biurze„, to od samego początku jesteś nastawiony do życia negatywnie. Ja wstaję i niemal nie mogę się doczekać, kiedy dotrę do firmy. Mam szczęście pracować w miejscu przesiąkniętym pasją do kolarstwa, ze wspaniałymi ludźmi, z którymi dzielimy zainteresowania i wspólny biznes. Zza szyby biura mam bezpośredni widok na serce firmy. Cały czas mam kontakt ze sportem, z rowerami, z najwyższej klasy ekspertami i klientami. Znienacka potrafią zajrzeć do nas najlepsi polscy kolarze, organizatorzy wyścigów czy dziennikarze. Kultowe w świecie kolarskim Rocket Espresso i kilka minut rozmowy czy wspólnego śledzenia aktualnie rozgrywanego wyścigu wystarczą, by ze zdwojoną siłą wracać do swoich zadań. Ostatnio zacząłem też częściej jeździć na wyścigi w roli widza. Tylko w marcu byłem na Strade Bianche oraz Mediolan – San Remo i w obu przypadkach byłem świadkiem zwycięstw Michała Kwiatkowskiego. Teraz żartujemy, że czas zsynchronizować jego plan startów z moim kalendarzem biznesowym.

Kolarstwo jest w Twoim przypadku zarówno biznesem, jak i odskocznią od niego?

Absolutnie tak! Wychodzę z założenia, że by osiągać sukces w biznesie, trzeba mieć jakąś pasję. Coś, co na moment pozwoli Ci zresetować umysł, spojrzeć na wyzwania stojące przed każdym przedsiębiorcą z innej perspektywy. Z doświadczenia wiem, że gdy pracujesz umysłowo, najlepszą odskocznią jest zmęczenie organizmu. W ostatnim czasie wielu przedsiębiorców próbuje swoich sił w maratonach, coraz popularniejszych wyścigach szosowych czy triathlonie; ja sam też miałem taki moment, kiedy zacząłem dodatkowo biegać i pływać. Ale tym, co napędza mnie najbardziej, zarówno prywatnie, jak i zawodowo, jest kolarstwo. Zresztą wystarczy tylko zajrzeć do mojego mieszkania – elementem wystroju salonu jest kącik kolarski, w którym znajdują się najcenniejsze pamiątki z wyścigów, a na co dzień wyeksponowane są cztery rowery – to tylko te, z których korzystam najczęściej.

 

Co na to bliscy?

Dzielą ze mną tę pasję. Coraz częściej wybieramy się na wspólne treningi lub wspólnie śledzimy wyścigi. Poza tym wydaje mi się, że ludzie lubią ludzi z prawdziwą pasją. A obcując z nimi, sami się nią zarażają.

Rower w domu, rower w pracy – nie za dużo?

Wręcz przeciwnie, stale czuję niedosyt dwóch kółek. Na co dzień pracuję umysłowo, a podczas wysiłku na treningu głowa odpoczywa. Poznajesz nowe miejsca, a po kilku godzinach na rowerze ciało aż buzuje od endorfin. Chociaż zabrzmi to banalnie: świat wydaje się piękniejszy. Dlatego w tygodniu, gdy nie mam czasu pojeździć w ciągu dnia, to po powrocie do domu potrafię spędzić nawet trzy godziny na trenażerze, w wirtualnym świecie Zwift. Weekendy są niemal całkowicie podporządkowane mojej pasji. Niby to tylko kilka godzin na siodełku, ale determinują one właściwie cały dzień. Wstajesz rano, śniadanie, przygotowanie roweru, bidonów, żeli energetycznych, a później ruszasz w trasę, np. pętla 170 kilometrów do Warki. Tam szybka kawka na rynku, wracasz, kąpiel, uzupełnienie węglowodanów, rozciąganie i już jest wieczór. Ale kocham to robić, w sumie w ciągu roku przejeżdżam od 6 do 8 tysięcy kilometrów.

 

 

Start zawsze z Warszawy?

Lubię odkrywać nowe tereny, a te wokół stolicy znam już bardzo dobrze. Dlatego czasem pakuję rower do samochodu i wyruszam gdzieś dalej. Zarówno w czasie dojeżdżania na treningi, jak i w pracy cenię sobie komfort podróży. Liczy się dla mnie też duży prześwit i napęd na cztery koła, bo gdy wybieram się na przejażdżkę rowerem przełajowym czy górskim, mogę podjechać absolutnie wszędzie.

Podobno był moment, że samochód mocno zagrażał Twojej miłości do rowerów?

Faktycznie, w dniu, w którym zrobiłem prawo jazdy, zapowiedziałem: nigdy więcej nie wsiądę na rower. Na szczęście mój brat, który był mocno „wkręcony” w rowery, namówił mnie na wspólny wyjazd. Wystarczył jeden trening i dawna miłość odżyła ze zdwojoną siłą. Przez kilka lat jeździłem wyłącznie góralami, aż w końcu dojrzałem do kupna roweru szosowego. I tak trafiłem do Veloart.

To miejsce jest odpowiedzią na boom na kolarstwo?

Bez wątpienia rynek rowerowy w Polsce rozwija się bardzo mocno. To widać nie tylko w badaniach, ale przede wszystkim na ulicach. Kiedyś, gdy wychodziłem na rower w styczniu bądź lutym, spotykałem pojedyncze osoby. Dziś na trasach jest tłoczno, grono pasjonatów zwiększa się z miesiąca na miesiąc. Nie da się ukryć, że duża w tym zasługa Michała Kwiatkowskiego, Rafała Majki, Majki Włoszczowskiej czy Kasi Niewiadomej. Ich sukcesy przekładają się na zainteresowanie społeczeństwa.

Jak często przychodzą ludzie, którzy chcą kupić rower „taki, jakim jeździ Kwiatkowski”?

Zdarzają się takie sytuacje, ale nasza filozofia jest trochę inna. Budowę roweru zaczynamy od fittingu, czyli dopasowania go do indywidualnych preferencji. Opowiem na swoim przykładzie: gdy przyszedłem tu, jeszcze jako klient, po swój pierwszy rower, mocno się zdziwiłem, słysząc, że same przygotowania do jego budowy potrwają cztery–pięć godzin. Myślałem, że wystarczy ustawić wysokość siodełka i ruszać w trasę. Nic bardziej mylnego...

Każdego klienta traktujemy indywidualnie i zabieramy na swoisty „kolarski warsztat". Jarek Dymek i Mateusz Naworol to najwyższej klasy specjaliści, uznane nazwiska w świecie bikefittingu. Zaczynamy od pytań: „ile jeździsz na rowerze”, „gdzie będziesz z niego korzystał”, „na czym zależy Ci najbardziej – komforcie, mocy czy może złotym środku”. Następnie badamy całe ciało: gibkość, zakres ruchomości w stawach, długość kończyn, budowę mięśni. Po takim wywiadzie chętny trafia na specjalną maszynę, która jest w stanie odwzorować dowolną geometrię i rozmiar roweru. Za pomocą kamer i laserów mierzymy kąt nachylenia ciała etc. I dopiero na tej podstawie precyzyjnie dobieramy komponenty i ustawiamy rower. Niezależnie, czy przychodzisz do nas jako amator, czy aspirujesz do wygrywania wyścigów, zawsze jesteś obsłużony jak w najlepszej grupie kolarskiej na świecie. Sam mam przyjaciela, który po każdym wyjściu na rower narzekał na bolący kręgosłup. Po dopasowaniu go z naszymi ekspertami zapomniał, co to ból kręgosłupa. W mojej ocenie, jeśli spędzasz na rowerze więcej niż godzinę podczas jednego treningu, fitting jest wręcz koniecznością, inwestycją we własne zdrowie, osiągi i komfort.

Dopiero po rozpoznaniu oczekiwań zaczyna się proces budowy roweru. Dajemy możliwość uczestniczenia w nim od początku do końca, szansę wybrania niemalże każdej pojedynczej śrubki, mostka, kół – absolutnie wszystkiego. Sami dbamy o każdy detal. Nasi serwisanci z pieczołowitością dopieszczają każdy szczegół, potrafią suwmiarką odmierzać milimetry, tak aby owijka na kierownicy z każdej strony kończyła się dokładnie w tym samym miejscu. Maszyny wychodzące z naszej stajni są przygotowane perfekcyjnie. Mają duszę.

To oczywiście przekłada się na koszty?

W przypadku większości sportów i hobby, czy to będzie windsurfing, golf czy gra na gitarze, także i w przypadku kolarstwa... Można kupić rower za kilkaset złotych, za kilka, ale i za kilkadziesiąt tysięcy. Kwestią indywidualną jest to, jakie mamy możliwości oraz ile jesteśmy gotowi i skłonni przeznaczyć na budowę roweru marzeń. W mojej ocenie kupując rower, nie kupujemy wyłącznie rzeczy. Kupujemy emocje, uśmiechy i endorfiny, które mamy zapewnione podczas przejażdżek na naszych maszynach. Całym zespołem pracujemy na to, by każdy sprzęt, który powstanie w naszej firmie, przez wiele lat dawał przyjemność w najczystszej postaci.

 

Gość: Robert Warmbier, Partner Veloart

Fotograf: Andy Lodzinski